środa, 2 września 2015

Niebo z widokiem na raj

Niebo, jeziora, barwniki, farby, plecione koszyki, manipurowe tkaniny, chusty, sukienki... a wszystko w kolorze '"wielkiego błękitu". Nawet sny ostatnio mam niebieskie. Wszystko z powodu fascynacji naturalnym barwieniem. Zaczynam od indygo i jego rozmaitych odcieni. Barwię białą i beżową bawełnę organiczną, testuję efekty na lnianych skrawkach, zanurzam pocięte na korale sznurki. A potem płuczę, suszę i kombinuję. Co z tego  uszyć? Pierwsza była długa, ciągnąca się po ziemi suknia z odsłoniętymi plecami. Potem powstało kilka chust i korale. Teraz czas na dziecięce bluzeczki i tuniki. Będą też płócienne torby.































































Z tęsknoty za niebieskim, gdy wykorzystam już cały przygotowany barwnik biorę farby i maluję. Niebieskie abstrakcje. Wariacje na temat kreski, kropki, plamy i zawijasa. Najfajniejsze jest chlapanie i wylewanie grubych warstw farby. Od dziecka uwielbiam malować, ale nigdy nie miałam do farb śmiałości. Zdawałam nawet na Akademię Sztuk Pięknych w Poznaniu a potem na Wydział Artystyczny w Zielonej Górze. W obu przypadkach wyszłam w połowie egzaminu. Bałam się, że nie będę tak dobra, jak to sobie wymarzyłam. Bałam się, że moje obrazy nie będą doskonałe. Banalne przekonanie utrudniające życie. I uniemożliwiające czerpanie radości z zabawy z farbami. A ponieważ chciałam znów poczuć się jak dziecko, wymazać z głowy na temat malarstwa wszystko, co mnie ogranicza i zapomnieć o tych nieszczęsnych egzaminach, które nade mną ciążyły przez wiele lat zgłosiłam się do pewnej cudownej kobiety. Pierwszy krok udało się zrobić na warsztacie Vedic Art, który prowadziła Agata. Chlapałam farbami jak szalona na każdy obraz. Zero myślenia ale za to sto procent radości! I piękne obrazy na ścianę pasujące do tego co robię...pasujące do mnie.






Doświadczenie z farbami przydaje mi się również w barwieniu tkanin i szyciu. Pełna improwizacja przy garach a potem szaleństwo z nożyczkami. Co za wyzwolenie. Co za lekkość. Czuję się jak te chmurki na niebie, które niespiesznie przepływały nad moja głową we Wrocławiu w ostatni weekend podczas Ręki Dzieła Fest. A przy okazji kiermaszu poznałam kogoś, kto chlapie farbą zupełnie inaczej niż ja...bardziej kształtnie i w konkretnym celu. Na przykład, żeby stworzyć cudownego wilka na koszulce. Albo piękne wzory, inspirowane henną, na sukience. Jeśli jeszcze nie znacie, to zajrzyjcie do Szarakowo koniecznie.

Jest jeszcze jedno ukochane niebieskie zajęcie. Cyjanotypia. Wygrzebałam starą teczkę i zatęskniłam. Wszystkie materiały przygotowane, jutro pierwsze naświetlenia. Biała bezkwasowa kartka lub kawałek tkaniny, chemiczny roztwór, lampa do naświetlania, odpowiednio przygotowane zdjęcie na folii, stary negatyw lub płaski przedmiot, który chcemy odtworzyć na obrazie, kilka minut cierpliwości, długie płukanie papieru czy tkaniny w wodzie i jest. Cyjanotypia w wielkim skrócie. Tutaj kilka przykładów. Zdjęcia, na których jestem, jeszcze z długimi włosami, zrobił wiele lat temu Sławek Przerwa a ja je wykorzystałam, do niebieskich portretów. Teraz Sławek robi zdjęcia jeszcze lepsze. Wrocławski fotograf, którego warto poznać. Tutaj strona Sławka Przerwy. 






























Jeśli podobają Wam się niebieskie tkaniny, obrazy czy cyjanotypie to chętnie uszyję sukienkę, zrobię kolejne korale, nachlapię obraz lub wykonam cyjanotypię z Waszych wybranych zdjęć.
Możliwości jest wiele...piszcie proszę i pytajcie o wszystko na manipura@manipura.pl




Potem jak te chmurki, lekko i radośnie płyńcie w codzienności. Słuchając Soley.
Piosenka z dedykacją dla Tego, o którym dawno nie pisałam, a który zawsze z ciekawością jako pierwszy tu zagląda i wciąż jest...
"I sailed from the forest with you
The leaves in the boat were yellow, green and blue
And we threw them in the air, it was rain
Leaving the sky only for us
We put them on the table
We ate them"



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz