poniedziałek, 22 czerwca 2015

Czerwień lata i manipurowych sukienek

Czerwień lata, truskawek prosto z krzaczka, maków na łące, dobrego wina, szminki na ustach, miłości i manipurowych sukienek, które zajmują mi zawsze najwięcej czasu i uwagi. Czerwony to trudny kolor!
Lato to ogień, to energia pobudzająca nas do życia. To czas, kiedy długie dni i słońce zachęcają do działania, do realizowania pomysłów, na które nie ma mocy zimą. To czas szaleństw i namiętnych chwil nad wodą, na łące, w lesie.. Bo czerwień to również kolor wyrażający naszą seksualność, rozpala zmysły, pobudza wyobraźnię. Zakładając czerwoną sukienkę podświadomie wyrażamy naszą pierwotną energię, akceptację ciała i własnej seksualności. Czerwony kolor to też kolor wyrażający nasz temperament, to uzewnętrznienie naszej pasji...do życia, do tworzenia, do poznawania świata i do miłości. Zachęcam do eksperymentów!



































Kolor czerwony to również kolor naszej pierwszej czakry, czakry podstawy. Jej zrównoważona energia daje nam poczucie, że "mam prawo tu być, taka jaka jestem i mam prawo do szczęścia, do radości, do cudownej pracy, do miłości". Czujemy bliskość i połączenie z naturą, z ziemią, czujemy swoje ciała, nasze wszystkie podstawowe potrzeby są zaspokojone. Często nie dajemy sobie tego prawa, wciąż próbujemy się ulepszać, gonimy za wykreowanymi przez świat zewnętrzny ideałami albo zadowalamy się gorszą wersją siebie, nie korzystając z naszych potencjałów. Dla mnie zakładanie czerwonej sukienki odważnie odkrywającej plecy do taki osobisty manifest mojej kobiecości, spontaniczności, akceptacji siebie. Bez oceniania i porównywania się do innych. Jestem jaka jestem i choć nie zawsze mi się to udaje, uczę się akceptować i doceniać to co mam.
I czerpać z tego radość i tak wielką przyjemność! I dzielić się tą radością ze światem...On też uwielbia czerwone sukienki i niczym nieskrępowane radosne ciało :)

"W tym ciele płyną święte rzeki, świecą słońce i księżyc; tu są wszystkie miejsca pielgrzymek.
Nie spotkałem(am) żadnej innej świątyni tak przepełnionej błogością, jak moje własne ciało"

                                                                                                                              Saraha Doha



Kalendarzowe lato już mamy, na to prawdziwe, ciepłe i słoneczne czekam przeglądając skrawki barwionych materiałów, resztki z sukienek z tamtego roku. Za oknem deszczowo i wcale mi to nie przeszkadza. Kawa pachnie w całym domu, na czerwonym dywanie w dużym pokoju gdzie szyję leży Mimi, słucham radia i jest mi dobrze. Przesypuję zawartość torby w poszukiwaniu wszystkich czerwieni jakie do tej pory zrobiłam.
I dopiero teraz uświadamiam sobie ile metrów tkanin zabarwiłam, ile powstało sukienek. Większość z nich sprzedałam zaraz po uszyciu, nie mam ich zdjęć. Nie jestem też w stanie zapamiętać wszystkich krojów, bo często powstają sukienki inspirowane nieregularnym kawałkiem materiału albo osobą, która akurat ten kawałek wzięła do ręki. Zostały mi tylko skrawki i wspomnienie kolorów. I kilka zdjęć moich ulubionych czerwonych manipurek. Najbardziej lubię je jeszcze w formie "dzikiej i wolnej", suszące się na słońcu, napełniające się mocą i energią lata...tak jak na zdjęciu z zeszłego roku. By za chwilę przemienić się w barwne motyle :)






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz