środa, 7 stycznia 2015

La Isleta bonita

Na wyspie wszystko przebiega inaczej niż do tej pory. I wszystkie emocje wybuchają z całą swoją mocą. Na tym małym skrawku przestrzeni otoczonym oceanem, wszystko staje się dużo bardziej wyraźne. Do tej pory wszystkie moje historie, zmiany pracy, miejsca, związki wyglądały tak samo. Eksplozja, euforia, szybkie decyzje, wybuch, rozstanie i kolejna zmiana. Teraz jest inaczej. Nie było zauroczenia miejscem, wyobrażenia zupełnie nie odzwierciedlały rzeczywistości, nerwy, kłótnie, nieprzespane noce i poczucie, że coś jest nie tak. Na kontynencie w takich sytuacjach szybko pakowałam rzeczy i zmieniałam miejsce, zaczynając wszystko od nowa. Na wyspie po raz pierwszy poczułam, jaka jestem niecierpliwa, że chcę od razu, teraz, natychmiast. Nie daję czasu ani sobie ani tym, których kocham.
Dopiero teraz rozumiem. Jeden dzień spacerów po Islecie, o której jeszcze napiszę, z dala od turystów i zgiełku Las Canteras, plażowanie na dziko w totalnej wolności i te manipurowe barwy dookoła. Wszystko przypomina mi kolory barwionych od miesięcy sukienek. Czułam to miejsce dużo wcześniej. Otaczałam się tymi kolorami i fakturami. To jest ten moment, to miejsce i ta sytuacja. Do przejścia a nie do ucieczki. Zwłaszcza, że oswajamy się z miejscem i ludźmi, mam już maszynę, za kilka dni jest szansa na mieszkanie...a nie minął jeszcze miesiąc odkąd tu jesteśmy :)































La Isleta  - przepiękny półwysep, stara, rybacka część Las Palmas, to miejsce, gdzie czuję się na prawdę dobrze i na miejscu. Bez turystów, wśród miejscowych, wszystko wygląda i smakuje inaczej. Czas zwalnia, myśli uspokajają się, ciało przestaje się spinać. Kawa w małych, ciemnych pomieszczeniach jest mocna, dobra i tania a język sam rozplątuje się i zaczyna mówić hiszpańskie słowa. Nie ma stolików dla bogatych turystów ale są chodniki skąpane słońcem. Można usiąść przed kawiarnią, pić kawę, obserwować mieszkańców, częstować ciastkiem przechodniów i wszyscy uśmiechają się bo chcą, a nie dlatego, że muszą...W tej części jest też najpiękniejsza plaża na jakiej do tej pory byłam...pewnie są gdzieś piękniejsze, ale ta jest nasza! Odkryta, wyleżana, roześmiana i całkowicie zmanipurowana :)





I te wszystkie kolory, energia starych domów, chęć poznania historii tego miejsca i ludzi, którzy tam mieszkają. I te wszystkie kobiety, do ubrania w manipurowe sukienki. I mieszkanie, które jest zupełnie puste, do remontu i urządzenia. Pojawia się ekscytacja...
Jest co robić, przez kolejne miesiące :)





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz