9/15/2014

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat...

"Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam
Na pierwszej stacji, teraz, tu!
Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat bo wysiadam
Przez życie nie chce gnać bez tchu...

Będę tracić czas, szukać dobrych gwiazd
Gapić się na dziury w niebie
Jak najdłużej kochać ciebie
Na to nie szkoda mi zmierzchów, poranków i nocy."




Mieszkanie w małym miasteczku, bez galerii handlowych, tłumów na ulicach, hałasu samochodów, knajp, atrakcji, modnych miejsc, wydarzeń to dla mnie duża zmiana. Przez ostatnie lata miałam okazję poznać życie w kilku polskich miastach - Zielonej Górze, Wrocławiu, Konstancinie, Warszawie, Szczecinie. Dwa lata mieszkałam również w Rzymie. Doświadczenia cudowne ale  odkrywam to dopiero teraz. Pierwsze tygodnie wyciszenia są bardzo trudne. Wydaje się, że wszystko dzieje się gdzieś daleko, poza Tobą. Poczucie samotności, pustki i nudy. Poczucie, że jak nie "bywasz" to nie istniejesz...

Znajomi odzywają się coraz rzadziej. Żyją w pędzie, w działaniu, unieruchomieni ważną pracą, rodziną, kredytami...mocno skoncentrowani na swoim życiu bez przestrzeni na spontaniczne spotkanie, bez wolnej godziny na leniwie wypijaną kawę czy lampkę wina. Ja sama pewnie też funkcjonowałam podobnie, bo wydawało mi się, że tak trzeba. Ciągła presja czasu, ciągłe dążenie do tego aby być "kimś" i mieć "coś".

Po kilku tygodniach szarpania się ze sobą, długich spacerów do lasu, wieczorów przy kominku, płaczu i wyrażania emocji w najbardziej spontaniczny sposób zobaczyłam coś bardzo wyraźnie. Zobaczyłam jak dużo w moim życiu jest spraw i rzeczy, które są zupełnie nie moje! Poczułam, że ja wcale nie chcę "szybko i dużo", że nie potrzebuję ciągle się udoskonalać i ulepszać żeby być kimś kim tak na prawdę nie jestem.

Mieszkanie w Złotoryi daje mi teraz dużo więcej możliwości niż te wszystkie wielkie i piękne miasta.
Mam czas!



Na poranne spacery z psem w pachnącym lesie, na długie leniwe śniadanie i pięcioprzemianową kawę, na spokojne gotowanie pysznych obiadów, na poobiednią siestę jeśli mam ochotę, na czytanie książek, na długie rozmowy przy winie z tym, któremu też nigdzie się nie spieszy. A mimo wszystko zostaje czas na pracę, na robienie tego co daje radość, na naukę hiszpańskiego i na przygotowywanie się do wyjazdu na wyspę, do Puerto de Mogan.



Słońce, poranne kąpiele, spacery po plaży, gotowanie kawy, masaże, wyprawy do Maroka po barwniki i tkaniny, wymyślanie nowych wzorów sukienek, poznawanie ludzi z całego świata, świeże ryby i owoce morza, fotografowanie, dobre wino, tanieć, śpiew, muzyka, miłość...prawie to samo co tutaj tylko w trochę cieplejszym klimacie. Na całą zimę, a możę i dłużej....nigdy nie wiadomo. A kto będzie chciał nas odwiedzić i na chwilę zwolnić tempo, będzie takie miejsce i taka możliwość! To takie nasze marzenie...












3 komentarze:

  1. ooo TAK! Złotoryja to magiczne miejsce.....Mało kto dostrzega złotoryjską wyjątkowość...a może to i dobrze...jest cicho, spokojnie można żyć! Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. na naukę hiszpañskiego to do mnie proszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Złotoryja na TAK, korepetycje z hiszpańskiego z przyjemnością :) :) :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Manipura Style , Blogger