piątek, 29 sierpnia 2014

Nowa wersja manipurowych korali


Musze się przyznać. Uwielbiam manipurowe korale!
Mam ich cały kosz, w różnych kolorach i różnej długości. Motanie ich wokół szyi jest sposobem na pokazanie, że nawet z kawałka bawełnianej tkaniny można zrobić coś pięknego. Wystarczy trochę wyobraźni i odrobina szaleństwa bo cały proces barwienia, cięcia i rolowania to długie godziny pracy i oczekiwania na efekt końcowy. Każde barwienie to inna przygoda. Mieszam kolory, posypuję barwnikami, rozcieńczam roztwór. Nigdy nie wiem jaki odcień wyjdzie i jak ułożą się kolory po pocięciu tkaniny i zamotaniu wokół szyi. Zakładanie i noszenie ich jest przyjemne. Problemy zaczynają się, gdy taki naszyjnik poplącze się. Zwłaszcza wtedy, gdy zależy mi na czasie i nie mam nastroju do medytacji przy rozplątywaniu sznurków. Wymyśliłam więc sprytny sposób na łatwe zapinanie korali nie tracąc przy tym  manipurowego stylu. Pierwsze naszyjniki już gotowe. Jestem zachwycona efektem. Zapinanie wykonane jest z oksydowanego metalu, fajnie komponuje się ze sznurkami wielkością i kolorem. To jest to!























I już pojawił się plan na wieczór. Z głośników popłyną dźwięki nagrywanych trójkowych audycji Ciemnej Strony Mocy, lampka czerwonego wina na rozgrzanie, bo za oknem szaro i zimno a ogrzewania brak. Futerko z owieczki pod pupę, mój kochany psiak Mimi koło mnie, Trzypozycje może w końcu napisze jakiś nowy wiersz...Dookoła kawałki kolorowych materiałów, sznurki, frędzle, nitki. Piątkowy wieczór zaplanowany. A jutro pokażę co z tego wszystkiego wyszło :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz